Pierwsze 100 km na rowerze. Jak to ogarnąć?

  • Post author:
  • Reading time:21 mins read

Przepis na pierwsze 100 km na rowerze? szczypta silnej woli, odrobina przygotowania, ździebełko kondycji, krzta wytrzymałości i co nie co wiedzy. Wszystko to w połączeniu stanowi przepis na udaną stówę.

baner reklamowy by_atka 1

Czaiłem się i czaiłem na swoje pierwsze 100 km na rowerze. A to udało się przejechać 70 km, kilka tygodni później strzeliłem prawie 90 km. Ale stówa to stówa. Nie jest to dystans nie do przejechania. Dla niektórych to szczyt możliwości, a dla innych co weekendowy standardzik. Ale nie oszukujmy się: nie wstaniesz z kanapy po kilku latach przerwy od roweru i nie ujedziesz 100 km, ot tak. O czym należy pamiętać? Jak się przygotować?

1. Regularna jazda, trening i podnoszenie sobie poprzeczki

Nie ma tutaj drogi na skróty, niestety. Swoje trzeba wyjeździć. Nie chodzi mi tutaj o naparzanie na trenażerze przez całą zimę 5 razy w tygodniu na Zwift’cie. Nie nie.. spokojnie. Zacznij na przykład od początku sezonu gdy zacznie robić się ciepło. Wiem jak jest… praca, dom, dzieci, obowiązki. Jak nie brak czasu, to brak siły, i tak w kółko. Ale dla chcącego nic trudnego. Możesz przyjąć dwa sposoby przygotowania fizycznego: luzacki, albo systematyczny trening. Mój system luzacki był bardzo prosty: środa i niedziela rowerowa. Co to oznacza? Środę zawsze po południu poświęcałem na rower, 20-40 km (o ile dopisywała pogoda, jeśli nie, to w miarę możliwości wtorek lub czwartek). W pracy unikałem nadgodzin, dziecko oddawałem pod opiekę nie znajomym mi ludziom itd. I zawsze, ale to zawsze starałem się iść na rower. W zależności od tego jak „podawała noga” trasy były płaskie lub górzyste, krótsze lub dłuższe. Ale wychodziłem chociaż chwile pokręcić. Druga opcja to systematyczny trening 3 razy w tygodniu. W tym przypadku szybciej „złapiesz” kondycje i wytrzymałość. Ale potrzeba tutaj odrobiny zawziętości i oczywiście więcej czasu. A taki trening wyglądał u mnie mniej więcej tak:

  • CZERWIEC
  • Tydzień 1
    • trening 1 (np. wtorek): 10-15 km
    • trening 2 (np. czwartek): 10-15 km
    • trening 3 (np. niedziela): 20-25 km
  • Tydzień 2
    • trening 1 (np. wtorek): 10-15 km
    • trening 2 (np. czwartek): 10-15 km
    • trening 3 (np. niedziela): 25-30 km
  • Tydzień 3
    • trening 1 (np. wtorek): 10-15 km
    • trening 2 (np. czwartek): 10-15 km
    • trening 3 (np. niedziela): 35-40 km
  • Tydzień 4
    • trening 1 (np. wtorek): 15-20 km
    • trening 2 (np. czwartek): 15-20 km
    • trening 3 (np. niedziela): 40-45 km
  • LIPIEC
  • Tydzień 1
    • trening 1 (np. wtorek): 15-20 km
    • trening 2 (np. czwartek): 15-20 km
    • trening 3 (np. niedziela): 40-45 km
  • Tydzień 2
    • trening 1(np. wtorek): 15-20 km
    • trening 2 (np. czwartek): 15-20 km
    • trening 3 (np. niedziela): 45-50 km
  • Tydzień 3
    • trening 1 (np. wtorek): 20-25 km
    • trening 2 (np. czwartek): 20-25 km
    • trening 3 (np. niedziela): 55-60 km
  • Tydzień 4
    • trening 1 (np. wtorek): 20-25 km
    • trening 2 (np. czwartek): 20-25 km
    • trening 3 (np. niedziela): 65-70 km
  • SIERPIEŃ
  • Tydzień 1
    • trening 1 (np. wtorek): 20-25km
    • trening 2 (np. czwartek): 20-25 km
    • trening 3 (np. niedziela): 65-70 km
  • Tydzień 2
    • trening 1 (np. wtorek): 25-30 km
    • trening 2 (np. czwartek): 25-30 km
    • trening 3 (np. niedziela): 75-80 km
  • Tydzień 3
    • trening 1 (np. wtorek): 25-30 km
    • trening 2 (np. czwartek): 25-30 km
    • trening 3 (np. niedziela): 85-90 km
  • Tydzień 4
    • trening 1 (np. wtorek): 25-30 km
    • trening 2 (np. czwartek): 25-30 km
    • trening 3 (np. niedziela): 95-100km

I tym o to banalnym wręcz sposobem masz na swoim koncie swoje pierwsze 100 km. Przejechane akurat na koniec sezonu. Proste prawda? Możesz teraz sam się poklepać po plecach.

No dobrze… ale poważnie rzecz ujmując testowałem oba sposoby. Przy jednym i drugim pod koniec sezonu tłukłem po 100 km. Jednakże w moim przypadku bardziej odpowiadał mi sposób pierwszy czyli ten bardziej luzacki. Głównie ze względu na to, iż mój organizm dość wolno się regeneruje. Ale w niedziele (podczas treningu nr. 2 w tygodniu, w przypadku treningu luzackiego) zawsze starałem się dawać z siebie wszystko. Dosłownie kręciłem do odcięcia prądu. Nie raz zdążyło mi się myśleć, że nie dojadę o własnych siłach do domu.

I co jeszcze bardzo istotne. Regularne jazdy na rowerze przyzwyczają twoje ciało do nienaturalnej dla człowieka pozycji rowerowej. Organizm musi przywyknąć do kilku godzin wspierania się na ramionach, do zgiętych pleców, i to wszystko siedząc na wąskim czymś niewygodnym.

“noga podaje” – sformułowanie używane głównie u nomenklaturze kolarskiej, oznaczające, że kolarz jest tego dnia w dobrej dyspozycji. Poczucie od początku trasy, że tego dnia możliwości są większe, a nogi kolarza naciskając na pedała są w stanie ponieść go dalej. Noga podaje oznacza: dobre tępo, rytm, kadencje, zapas sił, dobry dzień do jazdy na rowerze.

2. Picie i jedzenie = Paliwo

Aż ciężko jest mi ubrać w słowa jak istotna jest sprawa odpowiedniego nawodnienia i dostarczania kalorii do organizmu. Tym bardziej podczas długich wypraw, gdzie nie interesuje nas czas, tempo tylko dystans. To co jemy, pijemy, jak jemy, jak pijemy i z jaką częstotliwością ma ogromny wpływ na nasze rowerowe osiągi i wykorzystanie własnego potencjału. Na długość dystansu jaki możemy pokonać, na prędkość i na “flow” podczas jazdy. Wszystko opisałem już poniższych artykułach:

  1. Co i jak jeść podczas jazdy rowerem?
  2. Co i jak pić podczas jazdy na rowerze?
  3. Domowy izotonik – proste przepisy

Dodam tylko, że odpowiednie dostarczanie płynów i kalorii pozwoliło mi śmigać znacznie dalej niż wcześniej. Myślę, że powyższe artykuły troszkę otworzą ci oczy.

“flow” – oznacza taki stan psychiczny, w którym osoba wykonująca jakąś czynność lub zadanie jest w to, co robi, w pełni zaangażowana całym sercem i umysłem. To po prostu bycie w tym, co jest na 100%. Płynięcie z prądem.

3. Planowanie trasy

Może wydawać się, iż to mało istotny szczegół. Ale wcale tak nie jest. Zaplanowanie trasy jest bardzo ważne, tym bardziej jeśli będzie to twoje pierwsze 100 km na rowerze. Ja mieszkam w dość pofałdowanym terenie, tudzież górzystym i musiałem się nakombinować na google maps aby dobrać odpowiednią trasę. W moim przypadku (co polecam i Tobie) pierwszą ważną sprawą było ominięcie jak największej liczby podjazdów, które dają w kość, szczególnie pod koniec tak długiej trasy. Druga sprawa to wyeliminowanie ruchliwych i co za tym idzie nie bezpiecznych dróg. Aby skupić się na jeździe a nie na walce o życie z idiotami uważającymi się za rajdowców amatorów. Wiadomą sprawą jest, że ciężko będzie ominąć wszystkie takie drogi, ale postarajcie się ograniczyć je do minimum.

Wybitnie ważne jest aby zwrócić szczególną uwagę na pogodę, gdy chcesz przejechać swoje pierwsze 100 km na rowerze. Nikomu chyba nie musze tłumaczyć iż jazda w wyjątkowo silnym wietrze to istny horror. Nie wspominając już o deszczu.

4. Stan techniczny roweru i podstawowy ekwipunek

Prawda jest taka, że na rozklekotanym szrocie daleko nie zajedziesz. Nie mam na myśli tutaj dwudziestokilkukilometrowych tras, ale naszą upragnioną sete. Nie chodzi mi też o kompletny serwis roweru przed każdym wyjazdem. Takowy wystarczy zrobić raz w roku przed sezonem rowerowym. Jeśli natomiast jeździcie cały rok to zalecam 2 takie przeglądy. Warto jednak było by pochylić się nad kilkoma podstawowymi tematami związanymi z przerzutkami, hamulcami czy napędem. A oto one:

Wiem wiem, dużo tego. Ale spokojnie i po kolei wszystko ogarniesz.

Ekwipunek podczas takiej wyprawy odgrywa bardzo ważną role. No bo co jak złapiesz kapcia 50 km od domu, a nie masz przy sobie zapasowej dętki? jednym słowem: porażka. Dlatego takie rzeczy jak zapasowa dętka, łyżki do jej wymiany, kompaktowa pompka i multitool to absolutna podstawa.

Oprócz powyższych rzeczy ważne jest aby posiadać oświetlenie rowerowe, bo im bardziej jesteśmy widoczni tym lepiej i przede wszystkim bezpieczniej. Najlepsze lampki rowerowe znajdziesz w naszym rankingu najlepszych lampek rowerowych do 100 zł. Coś co przyda się gdy temperatura lekko spadnie? polecam kamizelkę wiatroszczelną, jest rewelacyjna. Nie raz ratowała mi życie w górach, w szczególności na zjazdach. Bez niej chyba bym zmarzł. A jeżeli chodzi o zajmowane w ekwipunku miejsce i wagę jest naprawdę ekonomiczna. No i na koniec kask i jeszcze raz kask, no i oczywiście kask. Więcej na temat tego dlaczego warto jeździć w kasku na rowerze znajdziesz tutaj.

Podsumowanie

Jeśli z jazdy na rowerze nie czerpiesz ani przyjemności, ani satysfakcji to zapomnij, że ustrzelisz swoje pierwsze 100 km na rowerze. Prędzej czy później odpuścisz sobie temat i prawdopodobnie przerzucisz się na inny sport wydolnościowy taki jak bilard, golf lub strzelanie z łuku. Dla początkującego rowerzysty przejechanie 100 km to nie lada wyzwanie. Tak jak i dla mnie było. Teraz mam już kilka stówek na karku, ale żadnej 150-tki. Tak więc już mam przed sobą kolejny rowerowy cel. Bo było już 120 km. Ostatnio w Holandii ujechałem nawet 135 km, ale to nie 150 km, i niesmak pozostaje.

Mam nadziej, że ten artykuł zmotywował Cię do przekroczenia granicy trzycyfrowego wyniku na twoim liczniku rowerowym.

Jeśli masz inne patenty, porady, lub inne ciekawe rzeczy do przekazania podziel się nimi w komentarzu.


Dodaj komentarz