Idzie zima, a może rowerem do pracy?

  • Post author:
  • Reading time:10 mins read

Zima to dla zdecydowanej większości rowerzystów martwy sezon. Ten wpis ma na celu uświadomić i przede wszystkim przekonać was, że jeździć na rowerze można cały rok. Nie chce namawiać nikogo do wielogodzinnych wycieczek rowerowych zimą podczas zamieci śnieżnych. Natomiast kilku kilometrowa trasa do pracy ma swoje zalety.

baner reklamowy by_atka 1

Osobiście też nie byłem fanem jeżdżenia rowerem zimą tudzież jesienią. Szczerze mówiąc, nawet mi to przez myśl nie przeszło, aby wsiadać na rower gdy temperatura oscyluje w okolicach 0 stopni Celsjusza. Aż do momentu kiedy pewnego dnia (ok. 10 lat temu) mój samochód odmówił rano posłuszeństwa. Do pracy musiałem się przecież jakoś dostać, a czerwono-żółte pojazdy zwane autobusami to dla mnie naprawdę ostateczność.

Był to punkt zwrotny w moim podejściu do pedałowania w niskich temperaturach. Tego dnia wahała się ona na poziomie kilku stopni powyżej zera. Wpadłem więc do domu po czapkę, rękawiczki, odkopałem jakiś szalik i oczywiście kask. Podczas mojej dziewiczej wyprawy najbardziej zmarzłem w stopy, nie używałem wtedy jeszcze pedałów SPD więc odstawiłem się w zwykłe adidaski. Pomimo przemarzniętych stóp ogólne wrażenie z przejażdżki było pozytywne.

Z biegiem czasu zacząłem powoli inwestować w ubrania: ochraniacze na buty, bielizna thermo itd. (artykuł na temat ubioru rowerowego na zimę znajdziecie tutaj). I gdy było mi już ciepło na rowerze zacząłem naprawdę lubić przemieszczać się w ten sposób (w 90 % do pracy).

Jakie są korzyści jazdy na rowerze do pracy jesienią i zimą?

1. Podtrzymanie kondycji

Każdy wie jak to jest: przyszła zima i odpuszczamy sobie rower. Wiosną gdy na niego wsiadamy i ruszamy w drogę okazuje się, że nie dość, że nie ma siły w nogach, to jeszcze urósł nam bęben. W przypadku jazdy w tkz. martwym sezonie uda nam się w dużym stopniu uniknąć przykrego rozczarowana na wiosnę. A odbudowywanie naszej siły, wytrzymałości i kondycji będzie na pewno znaczniej mnie żmudne. Nie namawiam nikogo do robienia tras tak długich jak w piękny letni dzień, ale bez wątpienia będziecie cały czas „na biegu” dojeżdżając np. do pracy.

2. Oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów

Trasa do pracy i z powrotem rowerem zajmowała mi mniej czasu niż samochodem. Pomimo iż wynosiła ona jedyne 5,5 km. Szczególnie powrót z pracy w godzinach szczytu autem był prawdziwą udręka, głównie przez korki w których osobiście przeżywam nieopisane męki. Oszczędności? to oczywiście paliwo. Benzyna kosztuje obecnie 6,37 zł !!!!! (z prognozą zwyżkową). A o dieslu już nie wspomnę. Jeżeli więc wasze auto pali na przykład 9l/100km to miesięcznie oszczędzasz 126 zł a w skali roku 1512 zł (gdy wasza trasa wynosi tak jak w moim przypadku 5,5 km). Ja osobiście oszczędzam nerwy gdy jeżdżę rowerem do pracy ponieważ, po pierwsze: rzadziej korzystam z dystrybutora paliwa i w związku z czym nie muszę oglądać obracających się na nim z zawrotną prędkością cyferk, po drugie: nie stercze w korku, czego po prostu nie mogę zdzierżyć i szczerze tego nie nawiedzę.

3. Zdrowie fizyczne i psychiczne

Zacznę od tego, że jeżdżąc rowerem do pracy zimą i jesienią hartujecie swój organizm i odczuwalnie zwiększcie jego odporność. Jest to naprawdę ważne w dzisiejszych czasach ponieważ naprawdę „trzeba mieć zdrowie żeby móc chorować”. Ale teraz troszkę o badaniach. Przeprowadzane w Nowej Zelandii, USA czy w Anglii wskazują, że ryzyko rozwoju chorób serca u osób, które do pracy dojeżdżały rowerem jest mniejsze o 12% niż u tych wybierających auto. Aktywność w drodze do pracy, taka jak jazda na rowerze, o 30% zmniejsza ryzyko śmierci z powodu choroby serca bądź wylewu. Powiedzenie „w zdrowym ciele zdrowy duch” nie wzięło się znikąd. Inne badania przeprowadzone na 1,2 miliona osób w Stanach Zjednoczonych przez naukowców z Yale wykazało, że u osób, które korzystają z codziennej aktywności nie zdiagnozowano objawów depresji, stresu czy problemów emocjonalnych.

O czym należy pamiętać podczas jazdy na rowerze do pracy jesienią i zimą?

  1. Odpowiedni ubiór – podstawą jest ochrona naszego ciała przed niską temperaturą, czy zimnym wiatrem. Dyskomfort termiczny na pewno zniechęci was do jazdy rowerem zimą i jesienią. Wyczerpujący artykuł na temat ubioru znajdziesz tutaj.
  2. Kask – nie oszukujmy się: zimą istnieje większe prawdopodobieństwo upadku niż latem. Głównie ze względu na jakość nawierzchni. Napisze tak: złamana ręka lub noga zrosnąć się może nawet mocniejsza, natomiast czaszka ludzka się nie zrasta. Więcej na temat jeżdżenia w kasku znajdziesz tutaj.
  3. Mniejsze ciśnienie w oponach – co prawda zmniejszając ciśnienie w oponach zwiększamy również ich opór, i co za tym idzie po prostu ciężej się jedzie. Warto natomiast to zrobić ponieważ w ten sposób zwiększamy swoją przyczepność gdyż większa powierzchnia opony przylega po podłoża.
  4. Oświetlenie i widoczność – tak naprawdę im bardziej będziecie widoczni tym lepiej. Lampki z tyłu i z przodu to absolutna podstawa gdy dzień jest krótki. Im mocniejsze i bardziej dające po oczach tym lepiej. Najlepsza odzież to taka w jaskrawych kolorach z odblaskami. Jeśli chodzi o lampki rowerowe to zapraszam na nasz ranking: najlepsze lampki rowerowe do 100zł może znajdziecie coś dla siebie.
  5. Koncentracja i zdrowy rozsądek – mokre liście, śnieg i czasem kryjący się pod nim lód to czyhające na was pułapki niczym na Harrisona Forda w filmie „Indiana Jones”. Warto więc jeździć rowerem zimą wolniej i bardziej uważnie. Dostosować prędkość do warunków i próbować przewidywać co jest i co może być przed nami. A gdy warunki są zbyt ciężkie to zwyczajnie sobie odpuście.

Każdy ma inne możliwości i inaczej odczuwa temperaturę. Moja granica to -7 stopni. Poniżej tej temperatury zaczynam marznąc i jeżdżenie przestaje być dla mnie przyjemnością.

Mam na dzieje, że udało mi się was przekonać. Pozostaje jedynie przełamać się i spróbować.


Dodaj komentarz